SIOSTRA SYMEONA Z KAMERUNU
Kiedy patrzymy na mapę Kamerunu, państwa w środkowowschodniej części Afryki nad Zatoką Gwinejską, widzimy przede wszystkim zieloną plamę. To dżungla, która pokrywa prawie całą powierzchnię, zwłaszcza południową część kraju. Gdzieś w tym tropikalnym lesie znajduje się mała wioska Djouth, w której urodziła się siostra Symeona ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Powołanie siostry Symeony to piękna historia rodziny, w której rodzice modlili się, aby Pan Bóg wezwał do pracy w swojej winnicy któreś z ich licznych dzieci. Żadne nie czuło powołania, po kolei zakładało rodziny. Symeona też nie planowała takiej życiowej drogi. Po śmierci swojego ojca poznała „duchaczki”, które w 1991 roku przyjechały na misje do Kamerunu. Wtedy odkryła, że chce być zakonnicą. Jak mówi – ojciec załatwił jej to powołanie już z nieba. Symeona przetarła szlaki, bo teraz do stanu kapłańskiego przygotowuje się jej siostrzeniec!
MIEJSCE I WARUNKI PRACY
Aktualnie siostra Symeona pracuje w przedszkolu w Abong Mbang oddalonym o 180 km od rodzinnego Djouth. W przedszkolu jest 180 dzieci z czterech okolicznych wsi. W Djouth pracują natomiast siostra Marcjana, która przyjechała do Kamerunu dopiero pół roku temu, oraz siostra Donata. Prowadzą żłobek dla ok. 30 dzieci z Djouth, przedszkole i przychodnię.
Do żłobka uczęszczają dzieci w wieku od 2 do 3 lat, przedszkole jest dlastarszych – od 4 do 6 lat. Przyjmowane są wszystkie dzieci, nie tylko z katolickich rodzin. Siostry dbają o edukację, ale także o zdrowie swoich podopiecznych, starając się zapewnić im posiłki i opiekę medyczną. Można sobie wyobrazić, patrząc choćby na załączone zdjęcia, jak duże jest to wyzwanie w obliczu panującej biedy. Okoliczni mieszkańcy uprawiają banany, kukurydzę, maniok, ale nie handlują tymi produktami, bo nie mają gdzie i z kim. Tak więc uprawa jest tylko na własne potrzeby. Taka gospodarka nie daje szansy na wzbogacenie i poprawę bytu. Wystarcza na bieżąco, ale nie daj Boże, gdyby zdarzyła się jakaś klęska żywiołowa…
Odcięte od świata osady tkwią więc w gospodarczym i cywilizacyjnym marazmie. Brak dróg to utrudnione kontakty między miejscowościami, to też brak połączeń z większymi miastami, które stanowią z jednej strony rynek zbytu dla uprawianych roślin, a z drugiej – są miejscem zakupu potrzebnych przedmiotów użytkowych, narzędzi czy leków. W tej codzienności nie ma miejsca na normalną edukację, nie mówiąc już o takich luksusach jak kultura czy sztuka… Jedynymi „oknami na świat” są parafie i istniejące przy nich żłobki, przedszkola czy szkoły.
POMOCE DLA DZIECI TO TYLKO MARZENIA
„Dzieci mają lekcje o tym, jak się myje ręce, poznają literki, uczą się matematyki, jakie są kolory… Trudno mówić o edukacji religijnej, uczą się znaku krzyża i tego, co mogą zapamiętać, tylko brakuje materiałów do pracy” – mówi siostra Symeona, która bywając w Polsce, patrzyła z pewną zazdrością na to, jak wyglądają nasze przedszkola. Kredki, farby, papier do rysowania, książeczki, naklejki, puzzle, układanki, klocki, autka, lalki – to wszystko w dżungli jest nie do zdobycia. W Kamerunie zabawki i materiały piśmiennicze są niebotycznie drogie. Niestety nie ma dobrego pomysłu na dostarczenie dzieciom niezbędnych materiałów. Przywiezienie ich z Polski obarczone jest bardzo dużymi kosztami transportu, zakupy w Kamerunie natomiast to, prócz finansowego, spory problem logistyczny, bo nabyć je można tylko w większych miejscowościach.
Siostra z podziwem patrzy na polskie dzieci: zadbane, ślicznie ubrane, odprowadzane czy raczej odwożone do przedszkola samochodami, a jednocześnie z rodzącym się w jej sercu gorącym pragnieniem, by coś z tego, co mają polskie dzieci, zawieźć jej kochanym podopiecznym w Kamerunie. Przedszkolaki, którymi opiekuje się siostra, nie mają właściwie niczego, a do tego jeszcze do przedszkola muszą przychodzić pieszo, pokonując często duże odległości (!). Jeżeli uda się czasem zorganizować jakiś transport, by zabrać dzieci na przykład na wycieczkę, to jest to zwykła ciężarówka. Maluchy podróżują nią na pace, niczym niezabezpieczone czy choćby przypięte (!). O fotelikach dla dzieci w podróży nawet nie ma co marzyć.
ODWIEDZINY SIOSTRY SYMEONY
Wysiłek, jaki podejmują rodzice i dzieci, aby zdobyć wykształcenie, jest naprawdę godny podziwu. Tak wiele przecież zależy od edukacji! Dla tych maluchów z afrykańskiego buszu jedyną szansą na godne życie jest zdobycie w przyszłości wykształcenia, by jako dorośli ludzie mogli żyć we własnym kraju, nie będąc skazanym na egzystencję w nędzy lub co gorsza na emigrację do Europy, by żyć w poniewierce, w obozach dla imigrantów, niechciani…
W zeszłym roku siostra Symeona odwiedziła Polskę. Wędrowała po różnych parafiach, pokazując slajdy z Djouth i Abong Mbang i opowiadając o swojej pracy. Trafiła też do parafii Chrystusa Odkupiciela Człowieka (Redemptor Hominis) w Krakowie, gdzie, serdecznie zaproszona przez grupę misyjną, brała udział w zorganizowaniu jasełek misyjnych. Siostra zdobyła serca polskich dzieci swoim ciepłym uśmiechem, poczuciem humoru i cierpliwością, jakiej wymagało nauczenie kilkulatków śpiewania po francusku kolędy z Kamerunu.
MISJA STOWARZYSZENIA „COR MISSIO” ORAZ PROŚBA O WSPARCIE MALUCHÓW Z KAMERUNU
Parafia Redemptor Hominis, kierowana przez księdza proboszcza Kazimierza Kijasa, jest wspólnotą wyróżniającą się między innymi dużą aktywnością w sprawach misyjnych dzieł Kościoła. Namacalnym tego dowodem jest działająca już od wielu lat grupa misyjna oraz nowo powołane Stowarzyszenie COR MISSIO, właśnie w celu niesienie pomocy misjom. Stowarzyszenie robi to po pierwsze poprzez modlitwę, ale przede wszystkim przez organizowanie materialnej pomocy, głównie tam, gdzie jest ona najpilniej potrzebna. W tej działalności Stowarzyszenie współpracuje z Referatem Misyjnym Jezuitów w Krakowie.
Wiele jest różnych potrzeb na polu misyjnej działalności. Jednak są miejsca, gdzie jest ona potrzebna natychmiast. Słowa Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15) są naczelnym powodem i wezwaniem do tego zaangażowania. „Iść” i nieść pomoc, szczególnie tam, na misyjnej niwie, gdzie jest ona pilnie potrzebna. Iść, aby nakarmić zgłodniałych, nagich przyodziać, umożliwić małym dzieciom pójście do szkoły i zdobycie tak dzisiaj potrzebnej wiedzy… Czujemy, że jest to wezwanie skierowane do nas, na które musimy pozytywnie odpowiedzieć.
Przyjazd do Polski siostry Symeony z Kamerunu, a także fakt, że siostra trafiła właśnie do Krakowa i zagościła w naszej parafii Redemptor Hominis, był dla nas znakiem i wezwaniem: spotkanie z nią odebraliśmy jako skierowaną do nas prośbę o pomoc dla tych najmłodszych przedszkolaków, której teraz tak bardzo w Kamerunie potrzebują. O obecności siostry Symeony w naszej parafii, a także o naszym Stowarzyszeniu już pisaliśmy na łamach misyjnego biuletynu krakowskich jezuitów („Misyjnym Szlakiem”, nr 30, s. 38–39).
Odpowiadając pozytywnie i z całego serca „tak” na tę prośbę, a zarazem skierowane do nas wezwanie, jesteśmy świadomi, że bez pomocy Państwa, z którymi tworzymy tę samą wspólnotę Kościoła Chrystusowego, a także bez współpracy innych ludzi o wielkim sercu nie jesteśmy w stanie czegokolwiek zdziałać. My chcemy zająć się przede wszystkim sprawami organizacyjnymi, a o konkretne, materialne wsparcie dla siostry Symeony i jej podopiecznych pokornie prosimy Państwa.
Jako chrześcijanie, uczniowie kochający Jezusa, jesteśmy przekonani, że to mały, narodzony dla nas Jezus prosi nas wszystkich o tę pomoc. Ponieważ nie ma co jeść, nie ma w co się przyodziać, nie ma zeszytów ani długopisów oraz pieniędzy na opłacenie szkoły, bo Jego Rodzice są tak ubodzy, że to, co udaje im się zarobić, nie wystarcza nawet na kupno jedzenia, by mogli nakarmić swoje dzieci do syta, a co dopiero na inne potrzeby.
Wszystkich, którzy chcą wesprzeć dzieci z przedszkola w Abong Mbang w Kamerunie, misji, gdzie pracuje siostra Symeona, prosimy o wpłaty na konto misyjne Referatu Misyjnego Towarzystwa Jezusowego w Krakowie albo – jeśli Państwo wolą – bezpośrednio na konto Stowarzyszenia COR MISSIO, z dopiskiem w tytule wpłaty, zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku: „dla siostry Symeony” albo „dla dzieci w przedszkolu siostry Symeony”. Ofiarowane kwoty będą skrupulatnie, w stu procentach, przekazane do misji siostry Symeony.
Konta dla wpłat dla dzieci z Abong Mbang:
Referat Misyjny Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej
Kraków, Mały Rynek 8
nr konta: 50 1240 2294 1111 0010 2222 3570
z dopiskiem w tytule wpłaty: „dla siostry Symeony” lub „dla dzieci w przedszkolu siostry Symeony”
albo:
Stowarzyszenie Cor Missio
Bank Pekao S.A.
Nr konta: 09 1240 4546 1111 0011 4976 4523
z dopiskiem w tytule wpłaty: „dla siostry Symeony” lub „dla dzieci w przedszkolu siostry Symeony”






