Jesteś tutaj

W Afryce nauczyłam się, czym jest prawdziwa radość

Weronika Stanuch, Paulina Małota
23.07.2026

Weronika Stanuch, studentka afrykanistyki z Krakowa, po raz pierwszy wyjechała na misje do Afryki jako siedemnastolatka. Już wcześniej fascynowało ją życie misjonarzy – jej ciocia przez pięćdziesiąt lat pracowała na misjach w Afryce Południowej. Pragnienie wyjazdu pojawiło się, gdy Weronika miała szesnaście lat, i od tego momentu każda jej decyzja podporządkowana była kolejnym wyjazdom. Dziś misje stały się jej codziennością. Od kilku lat regularnie wraca do Afryki, gdzie opiekuje się dziećmi, wspiera lokalne społeczności i z wdzięcznością powraca do miejsc, które na zawsze odmieniły jej życie. Od roku jest też aktywnym członkiem Stowarzyszenia Cor Missio, organizując dni skupienia i warsztaty, pomagając w kiermaszach czy jasełkach. W rozmowie opowiada o pierwszej podróży, sile wspólnoty, wierze oraz o tym, jak wiele można docenić, mając niewiele.

Paulina Małota: Pamiętasz dzień, w którym pierwszy raz pomyślałaś o misjach?

Weronika Stanuch: Trudne pytanie. Myślę, że to narastało we mnie z miesiąca na miesiąc. Jednak w momencie, w którym zaczęłam o tym mówić otwarcie, miałam szesnaście lat. W dużym stopniu wpłynął na to fakt, że mam korzenie misyjne. Moja ciocia spędziła pięćdziesiąt lat w Afryce Południowej, gdzie odwiedziłam ją, kiedy miałam trzynaście lat. Wydaje mi się, że po tym wyjeździe do niej, kiedy mogłam zobaczyć, jak te misje wyglądają, wszystko zaczęło się we mnie rozpalać i nie było już końca myślom o misjach.

Niesamowite, że miałaś taki wzór w rodzinie. Wręcz wyrastałaś w tym środowisku, było dla Ciebie naturalne.

To prawda. Otrzymałam bardzo duże wsparcie od mojej rodziny. Tata podsyłał mi informacje o różnych zakonach misyjnych i grupach, w których mogę się dowiedzieć, jak przygotować się do takiego wyjazdu. Chociaż mam wrażenie, że kiedy o tym rozmawialiśmy, moja rodzina nie była świadoma, że chciałabym pojechać na misje jak najszybciej.

Ile miałaś lat, kiedy pojechałaś na misje po raz pierwszy?

Pierwszy raz na misje pojechałam z Harcerską Afryką, kiedy miałam siedemnaście lat. Podczas wyjazdu doświadczyłam od nich ogromnego wsparcia, chociaż wyjazd był bardzo wymagający dla każdego. Jechaliśmy do Ugandy, Tanzanii i Kenii. Ten wyjazd miał charakter bardziej historyczny, był powiązany z naszymi przodkami, którzy w czasie II wojny światowej uciekli z Rosji Radzieckiej do Afryki, gdzie czekały na nich specjalne osiedla. Z czasem pojawiły się w tych miejscach polskie kościoły i cmentarze. Do naszych zadań w trakcie wyjazdu należało malowanie i oczyszczanie nagrobków Polaków, którzy kiedyś żyli w tych krajach.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do pierwszych misji?

Kiedy zaczęłam myśleć o wyjeździe na misje poważnie, starałam się więcej czytać o Afryce, o misjach, zadawałam sobie pytanie, co ja mogę dać od siebie tym ludziom, do których pojadę. Bardzo ważne było poznanie historii i sytuacji tych państw. Ta wiedza pomogła mi lepiej zrozumieć społeczeństwo. Na przykład dawniej dzieci w Ugandzie były zmuszane do wstępowania do armii. Od dziecka były uczone nienawiści i zabijania. To pozwala zrozumieć ich postępowanie, nawyki, wypracować właściwe podejście. W innych krajach żyje wiele plemion, grup etnicznych, między którymi wybuchają częste konflikty. A każda z tych grup posługuje się innym językiem, ma inną tradycję, kulturę, własnych królów. Misjonarz musi dostosować się do sytuacji panującej w danym kraju. Ważne są również przygotowania od strony formalnej. Podczas spotkań przygotowujących do misji omawiane są najważniejsze kwestie: podział zadań i na czym będą one polegać. Ważne, żeby od początku mieć świadomość, jak można pomóc w miejscu, do którego się jedzie, maksymalnie wykorzystać swój potencjał. Na koniec pozostają formalności w postaci wyrobienia paszportu i międzynarodowej książeczki szczepień.

Gdzie pojechałaś na kolejne misje?

W następnych latach zdarzało się, że byłam na misjach nawet dwa, trzy razy do roku. Zaczęło się od Ugandy, później była Kenia i Tanzania, a w kolejnych latach często wracałam do Ugandy, do sierocińca dla dzieci. Pomiędzy tymi wyjazdami dołączałam do Harcerskiej Afryki w Zambii. Kiedy byłam w Polsce, również działałam na rzecz misji, zbierając pieniądze na różne przedsięwzięcia.

Jak Afrykańczycy reagują na pomoc?

Zawsze są niezwykle otwarci na pomoc, na możliwość zdobycia nowych umiejętności. Kiedyś uczyliśmy młode dziewczyny szycia wielorazowych materiałów higienicznych. Byłam zaskoczona ich wytrwałością i determinacją, kiedy w upale siedziały 3–4 godziny bez żadnej przerwy.

W jaki sposób Ciebie zmieniają misje?

Nauczyłam się, że do szczęścia nie potrzeba wiele. Nie potrzebuję robić często zakupów w galerii, wydawać pieniędzy na kosmetyki czy ubrania. Zaczęłam cenić wszystko, co się dzieje dookoła mnie, teraźniejszość. Czas spędzony z rodziną, odwiedziny u babci. Wracając z misji, bardzo często dziękowałam Bogu za wszystko, co posiadam. Mam poczucie, że jestem szczęściarą. Otaczają mnie wspaniali ludzie, należę do parafii, która mnie wspiera w moich działaniach. Misje uświadomiły mi również, że bardzo często nie znamy prawdziwej sytuacji ludzi, którzy nas otaczają, dlatego warto wspierać siebie nawzajem, nawet zwykłą obecnością, modlitwą.

Czy jakaś sytuacja szczególnie zapadła Ci w pamięci?

Pamiętam wieczór, kiedy z dziećmi oglądaliśmy bajkę. W tej bajce przedstawiono sytuację, w której była burza. Taka zwykła historia, pada deszcz, są pioruny i dzieci w bajce boją się tych piorunów, więc biegną do pokoju rodziców, wskakują pod kołdrę i uspokojone zasypiają. W tym momencie przypomniałam sobie swoje dzieciństwo, kiedy podczas burzy uciekałam do pokoju rodziców, gdzie przestawałam się bać. Chwilę później spojrzał na mnie jeden z chłopców i powiedział, że oni nie mogą uciec do pokoju rodziców, oni muszą być twardzi. Patrzyłam na niego i nie wiedziałam, co powiedzieć.

Misje to również niebezpieczeństwo. Nie boisz się tam wracać?

Nie. Chyba nie. Wydaje mi się, że teraz wracam do Afryki ze względu na ludzi i poznane historie. Chcę znów zobaczyć te dzieci, złapać je za ręce, popatrzyć im w oczy, porozmawiać z misjonarzami, od których emanuje taki spokój, dobro, radość. Podobnie jak od Afrykańczyków. Od nich również emanuje radość. Wiele mnie nauczyli. Uśmiechu i otwartości na drugiego człowieka. To jest coś, co bardzo mnie tam ciągnie i chyba już do końca życia będzie ciągnęło.

W jaki sposób łączysz wyjazdy na misje z obowiązkami w Polsce? Wcześniej szkoła, teraz studia i praca?

Jeżeli coś w nas siedzi głęboko i nie potrafimy bez tego żyć, to już wiemy, że musimy znaleźć sposób na połączenie wszystkich elementów. Często jestem w dużym biegu, ale powtarzam wtedy: „Boże, Ty biegnij ze mną od rana do wieczora”, bo czasem brakuje chwili, żeby uklęknąć i się pomodlić. Ważne jest, żeby Bóg był we wszystkich działaniach i kierował nimi. W moim przypadku misje zaczęły się dość wcześnie, w klasie maturalnej. Wyjeżdżałam w trakcie roku szkolnego i byłam tak zdeterminowana, że zdałam każdy przedmiot znacznie wcześniej. Kolejne wyjazdy odbywały się podczas ferii zimowych i w wakacje.

Co widzisz, kiedy myślisz o misjach?

Pomyślałam o Mszy. Nabożeństwo, muzyka, kościół. Uwielbiam kościoły w Afryce. Uwielbiam to, jak ludzie tam idą, jaka jest radość. W Afryce przeżyłam najpiękniejsze rezurekcje w moim życiu. Była orkiestra, bębny, a przede wszystkim była radość, uśmiechy na twarzach, tańce, wiwaty i fajerwerki. Wszyscy się cieszą, w końcu Chrystus zmartwychwstał. Po Mszy ludzie jeszcze zostają, żeby ze sobą porozmawiać, jest wspólnota. Przed oczami mam też obraz, jak wszyscy się ruszają. Zawsze pod koniec nabożeństwa dzieci idą przed ołtarz i tańczą dla Boga, dla Chrystusa.

Co byś powiedziała osobom, które się wahają, czy pojechać na misje?

Na pewno warto żyć w świecie misyjnym, czytać, oglądać materiały, dołączyć do środowiska misyjnego. Od niedawna franciszkanie dodają na YouTube materiały dotyczące misji w formie krótkich filmów. Można w ten sposób zobaczyć ludzi, wioski, szpitale, szkoły, codzienne życie. Myślę, że to ogromnie przybliża rzeczywistość. Dodatkowo warto prosić Boga o rozeznanie, czy to jest dla mnie, czy jestem na to emocjonalnie gotowa, a może powinnam jeszcze chwilę zaczekać z decyzją o wyjeździe.

Rozmawiała Paulina Małota