Już od wielu lat moje serce poruszał temat służby ubogim, dlatego angażowałam się w wiele wolontariatów. Gdy więc pojawiło się we mnie pragnienie wyjechania na misję, rozpoznałam w tym wezwanie Boga, które zaprowadziło mnie do Chikuni w Zambii. Wizja miesięcznego pobytu 8000 kilometrów od domu, w miejscu znanym tylko ze zdjęć i opowieści mogłaby przerażać, ale na szczęście nie byłam w tym sama. Moimi towarzyszami stały się osoby, z którymi mogłam rozeznawać powołanie misyjne w ramach uczestnictwa w życiu krakowskiego Duszpasterstwa Akademickiego WAJ (Wspólnota Akademicka Jezuitów). Byli to studenci – Kasia, Michał i Emilia – oraz nasz duszpasterz o. Waldemar Los SJ.
CHIKUNI – SERCE MISJI
Chikuni jako placówka stanowiąca serce misji i dom misjonarza ciągle się rozwija. Z wdzięcznością podziwiałam dzieła, dzięki którym mieszkańcy mogą uczyć się, pracować, dzielić swoimi talentami. Szkoły, College im. Charlesa Lwangi, szpital, radio, instytut kulturowy Mukanzubo Kalinda, inicjatywa Home Based Care – w tych miejscach dokonuje się wiele dobra. W trakcie naszego miesięcznego pobytu najwięcej czasu spędziliśmy w Mukanzubo Kalinda Institute, podejmując różne prace. Kasia i Michał zajmowali się katalogowaniem obiektów muzealnych, Emilia i o. Waldek odmalowali zewnętrzną część budynku, ja zaś miałam okazję poznać lepiej tradycyjne pieśni ludów Tonga, Bemba, Nyanja i Lozi w ramach kontynuowania projektu irlandzkiego jezuity, o. Franka Wafera SJ, mającego na celu zachowanie muzyki ludowej i podzielenie się nią z szerszym gronem odbiorców przez digitalizację.
Niezwykłą inicjatywą instytutu, w której mogliśmy brać udział, były cotygodniowe warsztaty dla dzieci i młodzieży. W każdą sobotę starsi mieszkańcy Chikuni oraz okolicznych wiosek przekazywali młodszym swoją wiedzę dotyczącą tongijskich tradycji, tego, jak wykonywać pieśni, grać na instrumentach i tańczyć. Ponadto dzieci ćwiczą umiejętności matematyczne, język angielski oraz czytanie w języku chitonga, w czym mogliśmy je wspomóc. Dzięki tym spotkaniom doceniłam działania misjonarzy, które nie tylko skupiają się na niesieniu pomocy materialnej, ale także na dbałości o kulturę i dziedzictwo lokalnej społeczności. Obie te sfery wsparcia stanowią komplementarne elementy składające się na służbę człowiekowi z jego potrzebami fizycznymi i duchowymi.
W czasie części warsztatów poświęconej tańcu, śpiewom i grze na instrumentach nie byliśmy biernymi obserwatorami, gdyż z wielką otwartością i życzliwością dzieci zapraszały nas do spróbowania sił w tańcu. Niejednokrotnie zresztą przekonaliśmy się, że Tongijczycy chętnie dzielą się swoją kulturą, nawet z przybyszami z innego kraju. Ilekroć słyszeli nasze pozdrowienie „mwabuka buti?”, uśmiechali się szeroko, odpowiadając „kabotu”. Następnie role się odwracały, to oni kierowali do nas pytanie „mwabuka buti?”, na które reagowaliśmy „kabotu”. Ta wymiana stanowi rodzaj powitania dosłownie oznaczającego „jak wstałeś?”, na co odpowiedź brzmi „dobrze”.
Pewnego razu Mable, bliska współpracowniczka misjonarza, o. Andrzeja Leśniary SJ, zaprosiła nas do założenia strojów i biżuterii noszonych dawniej przez Tongijczyków na co dzień, a współcześnie przy okazji ceremonii i wykonywania tradycyjnych tańców. Fakt, że obcokrajowcy przebywają tysiące kilometrów, by spotkać się z nimi i ich kulturą, chcą mówić w ich języku czy też próbować ich kuchni, napełnia Zambijczyków dumą z własnego dziedzictwa.
SPOTKANIA, KTÓRE POZOSTAJĄ W PAMIĘCI
Wśród spotkań, które zostają żywe w mojej pamięci także po powrocie z misji, są te, kiedy towarzyszyliśmy o. Leśniarze na stacjach dojazdowych, czyli w miejscach, gdzie zawiązała się wspólnota, ale nie ma w nich na stałe kapłana. W każdą niedzielę misjonarz odwiedza jedną z 21 stacji, więc dla mieszkańców danej okolicy jest to jedyna okazja w ciągu kilku miesięcy na uczestnictwo w Eucharystii oraz skorzystanie z sakramentu pokuty i pojednania. To było niezwykłe doświadczenie – zobaczyć ludzi spragnionych spotkania z Chrystusem, a przez to gromadzących się licznie, by celebrować każdą minutę Mszy świętej i uwielbiać Pana śpiewem oraz tańcem.
Ciekawym elementem Eucharystii była procesja na ofiarowanie, której przewodniczyły dziewczynki wykonujące tradycyjny taniec do rytmu bębnów. Za nimi podążała reszta wiernych, niektórzy tanecznym krokiem, niektórzy na kolanach. To, co ich łączyło, to chęć złożenia ofiary niesionej albo w rękach, albo na głowie. Mimo że mieszkańcy wiosek byli ubodzy i na co dzień żyli skromnie, ich ofiary były naprawdę hojne. Złożyli bowiem na ręce misjonarza kury, worek węgla drzewnego, jajka, a nawet zgrzewkę Fanty. To pokazuje, jak ważny dla chrześcijan w Zambii jest gest dzielenia i akt dawania. Nie objawiał się on tylko w czasie Mszy, ale także po, kiedy w wyrazie szczerej gościnności częstowano nas ciepłym posiłkiem.
Szczególnie poruszające to było w czasie wizyty w Cheelo, jednej z najuboższych stacji dojazdowych. Znajduje się ona w buszu, dlatego dojazd do niej nie jest łatwy. W porze deszczowej, kiedy koryto rzeki napełnia się wodą, dostanie się tam bywa wręcz niemożliwe. Mieszkańcom udało się wznieść mały budynek, który pełni rolę miejsca modlitwy, w środku znajduje się ołtarz i kilkanaście zdezelowanych ławeczek. Nie mają funduszy nie tylko na zakup dodatkowego wyposażenia czy bardziej stabilnych miejsc siedzących, ale nawet na pomalowanie kościoła. Pobliska szkoła ofiarowała farbę po malowaniu pomieszczeń szkolnych, było jej jednak tak niewiele, że wystarczyło na pokrycie ołtarza i kawałka ściany, na której powieszono krzyż. Mimo takiej sytuacji materialnej mieszkańców było to dla nich ważne, aby nas ugościć i zaproponować posiłek.
WYJAZD ZMIENIAJĄCY SERCE
Misja w Zambii, choć krótka, zmieniła moje serce. Mimo smutku, jaki pojawił się ze względu na trud warunków życia Zambijczyków, poczułam również nadzieję związaną z tym, jak piękny jest Kościół afrykański i jak Bóg w nim działa. Utwierdziłam się w przekonaniu, że jesteśmy jako ludzie posłani na ten świat, aby być dla siebie nawzajem świadkami Chrystusa. Kościół polski zachęca nas w tym roku do bycia uczniami-misjonarzami. To wezwanie odczuwam bardzo głęboko jako odpowiedź na pragnienie budowania wspólnoty ekumenicznej – zarówno przyjmując powołanie do służby w krajach misyjnych, jak i przez wsparcie modlitewne i materialne naszych Braci i Sióstr z Kościoła afrykańskiego.





