Jesteś tutaj

Polscy Jezuici w Zambii

Czesław H. Tomaszewski SJ
08.09.2013

Polscy jezuici pracują w Zambii od 1912 r.

Przybyli do krainy dzikich słoni, lwów i jado­witych węży, krainy, która szeroko rozciąga swoje przestrzenie dla zgłodniałych antylop, zebr i gazeli, pachnie niepowtarzalną zielenią uroczej sawanny. Kraj ten leży na północny wschód od utkanej wo­dospadami i pełnej złowrogich krokodyli i leniwych hipopotamów afrykańskiej rzeki Zambezi w jej naj­głębszym zakolu. Nasi zakonnicy dotarli tu w związ­ku z niecodziennym wydarzeniem. Wypędzono ich bowiem z Mozambiku, położonego nad Oceanem Indyjskim na południowy wschód od Zambii. Był to skutek zamieszek portugalskiej rewolucji.

Galicyjscy jezuici znaleźli wówczas w Zambii teren do dalszej działalności misyjnej, do dalszej pracy na chwałę Pana. Dołączyli do nich jeszcze inni jezuiccy misjonarze z Polski. Z ogromnym za­pasem nowych sił i zapału podjęli trudne zadanie ewangelizowania ludności zamieszkującej Zambię, zwaną wcześniej Rodezją Północną. Była to ludność w dużej mierze pogańska. Przygotowywali więc pierwszych kandydatów do chrztu świętego, za­kładali parafie, w większych osadach organizowali szkoły dla dzieci, kształcili przyszłych nauczycieli i katechistów. Potrzebującym służyli radą w różnych dziedzinach życia.

Wśród wielkich misjonarzy pracujących w Zam- bii trzeba koniecznie wspomnieć przynajmniej jed­nego polskiego jezuitę, przemierzającego niebez­pieczne ścieżki łączące osady i wioski afrykańskie­go buszu, w celu głoszenia tubylcom Ewangelii. Był nim ks. Adam Kozłowiecki SJ. Głosił on wraz z po­zostałymi misjonarzami Dobrą Nowinę o miłości Boga do człowieka. Mówił tym prostym ludziom, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami w Chrystusie, że wszyscy jesteśmy równi wobec Boga, że wszyscy mieszkańcy Ziemi mają tę samą godność i te same prawa do dóbr materialnych, które Dobry Bóg stworzył dla wszystkich bez wyjątku. Zadanie misjonarza nie jest łatwe, bo nie może on ograniczać się tylko do mówienia. Oprócz głoszenia Ewange­lii, zakładania stacji misyjnych, odprawiania Mszy św., sprawowania sakramentów i wcześniejszego do nich przygotowania wiernych, musi on także działać na rzecz potrzebujących, służyć im radą w różnych dziedzinach życia, chorym, cierpiącym i sierotom pośpieszyć z miłosierną pomocą. Gdy jest sam, bez jakiejkolwiek pomocy przygotowanego personelu (a tak bywało w początkowych latach misjonarskiej posługi pierwszych polskich jezuitów pracujących w Zambii) misjonarz musi być dla swoich pod­opiecznych lekarzem czy pielęgniarzem, który opa­trzy rany i da lekarstwo otrzymane wcześniej od do­brych Rodaków. Dla powierzonych sobie czarnych piskląt misjonarz był wtedy ojcem i przyjacielem, wychowawcą i nauczycielem, instruktorem, który uczył ich jak efektywniej uprawiać ziemię, hodować zwierzęta domowe, budować bardziej funkcjonal­ne domy. Często był on „ostatnią deską ratunku” dla tonących w otchłaniach nędzy i beznadziejnych problemów nie do pokonania bez życzliwej pomocy. Był opiekunem dla sierot, doradcą i powiernikiem strapionych – jednym słowem kimś, na kogo można liczyć w każdej potrzebie. Z czasem zostały zorga­nizowane w Zambii punkty opieki medycznej dla ludności misyjnej, których prowadzeniem zajęły się przybywające w Polski siostry służebniczki.

Temu skromnemu misjonarzowi, który niestru­dzenie, dla Królestwa Bożego, wędrował po zambij­skich ścieżkach, zmierzając na spotkanie z tubylca­mi, aby im głosić nieśmiertelne prawdy o Bogu i Jego Królestwie, ks. Adamowi Kozłowieckiemu, Ojciec Święty Jan XXIII powierzył kierowanie tworzące­go się Kościoła lokalnego, mianując go początkowo administratorem apostolskim, następnie biskupem, wikariuszem apostolskim. Później, gdy Lusaka w 1959 roku stała się metropolią, został arcybiskupem metropolitą. W roku 1998 papież Jan Paweł II wy­niósł abp. Adama Kozłowieckiego SJ do godności kardynalskiej.