„Misje są największym i najświętszym dziełem apostolskim” (Pius XI)
Z okazji Dnia Pomocy Humanitarnej 21 maja 2025 roku w Pałacu Prezydenckim odbyła się uroczystość, podczas której Prezydent RP wręczył odznaczenia państwowe osobom i organizacjom szczególnie zaangażowanym w działania humanitarne. W zaszczytnym gronie wyróżnionych znalazł się również misjonarz Ojciec Michał Szuba SJ, który został uhonorowany jednym z najwyższych odznaczeń państwowych – Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
ODDANIE, MIŁOŚĆ, POCZUCIE SŁUŻBY
Prezydent RP Andrzej Duda przyznał odznaczenia na podstawie art. 138 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz ustawy o orderach i odznaczeniach, na wniosek organizacji niosących pomoc humanitarną w kraju i poza jego granicami. Uhonorowane zostały osoby szczególnie zaangażowane w działania humanitarne na rzecz poszkodowanych przez katastrofy, klęski żywiołowe i konflikty zbrojne. Prezydent podczas uroczystości w swoim przemówieniu wyraził wdzięczność oraz uznanie dla ich zaangażowania na rzecz potrzebujących: „Zawsze z wielkim wzruszeniem i dumą patrzyliśmy na to, jak działacie Państwo wszędzie tam, gdzie jesteście: z wielkim oddaniem, z wielką miłością, z wielkim poczuciem służby i tak pięknym – niezwykle pięknym – reprezentowaniem naszej Ojczyzny. Dziękuję za to z całego serca”.
ŻYCIORYS SZCZEGÓLNIE GODNY UPAMIĘTNIENIA
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski jest wysokim odznaczeniem państwowym przyznawanym za wybitne zasługi. Podczas uroczystości uhonorowano nim sześć osób, a wśród nich Ojca Michała Szubę, jezuitę, który przez 45 lat pełnił posługę misyjną w Afryce, w Zambii. Warto przyjrzeć się bliżej postaci tego niestrudzonego kapłana, który nie wahał się odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Wierny Bożemu natchnieniu posłusznie udał się w dalekie strony głosić Dobrą Nowinę na terenach trudnych i niebezpiecznych, niosąc bliźnim nie tylko pomoc duchową, ale również przywracając godność i dając konkretne wsparcie materialne.
Historia życia Ojca Michała Szuby to gotowy scenariusz na fascynujący film czy barwną powieść, którą czyta się od deski do deski z wypiekami na twarzy, śledząc losy dzielnego bohatera. Ten niezwykły kapłan, zakonnik i misjonarz mógłby być dla młodego pokolenia – tak bardzo spragnionego prawdziwych ideałów i wzorców postępowania – wspaniałym przykładem odwagi, pracowitości, niezłomności, poświęcenia, wytrwałości i siły charakteru płynących z całkowitego zawierzenia się Bogu i Jego łasce. Pozostaje mieć nadzieję, że jego historia nie pójdzie w zapomnienie.
KORZENIE POWOŁANIA – RODZINNA TRADYCJA I KLIMAT DUCHOWY STAREJ WSI
Ojciec Michał Szuba urodził się 31 sierpnia 1938 roku w Starej Wsi koło Brzozowa (obecnie województwo podkarpackie) jako ósme dziecko Franciszka i Katarzyny z d. Nagaj. Powołanie zakonne i misyjne Ojca Michała wyrosło w dużym stopniu z tradycji rodzinnej: jeden jego stryj o. Jan Szuba SJ był misjonarzem w Stanach Zjednoczonych, drugi – o. Ignacy Szuba SJ prowadził działalność duszpasterską wśród młodzieży w Tarnopolu; z kolei ich siostra, a ciotka Michała – Anna Bogumiła wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny. Również starszy brat Ojca Michała – Stanisław został kapłanem diecezjalnym. Oprócz pobożnego środowiska rodzinnego ogromną rolę w formacji przyszłego kapłana i zakonnika odegrał z pewnością klimat duchowy cudownego miejsca, jakim jest Stara Wieś skupiona wokół Sanktuarium Maryjnego i łaskami słynącego obrazu. Do tego miejsca od niepamiętnych czasów ciągnęły zewsząd tłumy pielgrzymów. Nie sposób również nie wspomnieć o dwóch starowiejskich klasztorach – ojców jezuitów posługujących w parafii i posiadających w Starej Wsi swój nowicjat, a także sióstr służebniczek Najświętszej Maryi Panny. Czy może zatem dziwić, że jako młody, osiemnastoletni chłopak postanowił wstąpić właśnie do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Starej Wsi? Stało się to 18 sierpnia 1956 roku. Zainspirowany opowieściami o Afryce już wtedy wiedział, że chce wyjechać na misje.
„SPEŁNIAŁEM SIĘ W POSŁUGIWANIU BOGU I LUDZIOM”
Przedtem jednak czekała go długa droga formacji zakonnej: po nowicjacie odbył solidne studia przygotowujące do kapłańskiej posługi – filozoficzne w Krakowie w latach 1959–1962 oraz teologiczne w Warszawie na Bobolanum w latach 1962–1966. 25 czerwca 1965 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bł. kard. Stefana Wyszyńskiego. Przed święceniami zgłosił przełożonym swoje pragnienie wyjazdu na misje i chęć pomocy najbiedniejszym. Mimo obaw – jak wspomina – myśli już wybiegały ku nieznanej przyszłości, gdzie „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Łk 10,2). Plany misyjne – nie bez trudności ze strony władz PRL-u – udało się w końcu zrealizować i 16 stycznia 1968 roku w gronie trzech innych jezuitów wyruszył do Zambii. Towarzyszyli mu: o. Augustyn Smyda SJ, o. Adam Wargocki SJ oraz starowiejski rodak br. Tadeusz Nogaj SJ.
W czasie wieloletniej posługi w Zambii Ojciec Michał w większości pracował w wioskach buszowych, później także w miastach. Początkowo posługiwał w Mulunghusi koło Kabwe, następnie w Mpunde, Chingombe, Kabwe, Chikuni, Chivuna, Kasiya, Itezhitezhi, kolejno w Lusace, Moomba i Kasisi. Wszędzie widoczna była jego zaradność, pomysłowość i determinacja. Jak mówi, „trudno ewangelizować głodnego człowieka”. Dlatego między innymi w parafii Itezhitezhi wystarał się dla młodych chłopaków o łódź, aby zajęli się łowieniem ryb dla swoich rodzin i na sprzedaż. Dzięki temu młodzi mieli pracę i nie byli głodni. Ojciec Michał nie ukrywa wzruszenia, przywołując w pamięci tamte jakże owocne lata: „Wszystkie te placówki są drogie memu sercu, ponieważ wszędzie, zgodnie z moim powołaniem, spełniałem się w posługiwaniu Bogu i ludziom”.
ZAMBIA – AFRYKAŃSKI KRAJ KONTRASTÓW
Ojciec Michał wspomina Zambię jako kraj kontrastów: w dużych miastach mieszkają w eleganckich dzielnicach bogacze korzystający z dobrodziejstw cywilizacji, mający pracę i do dyspozycji świetnie zaopatrzone sklepy, zaś w slumsach, na prowincji i w buszu, gdzie – jak mówi – wegetują biedacy, „panuje powszechne ubóstwo, prymitywizm i analfabetyzm”. Biedacy borykają się z głodem, kaprysami klimatu, chorobami typu malaria czy udary słoneczne, brakiem opieki medycznej i dróg. Bieda rodzi przestępczość, tworzy się margines społeczny. Do tych najbiedniejszych posłani są właśnie misjonarze, aby nieść pomoc duchową i materialną.
Skrajności widoczne są nie tylko w stosunkach społecznych, ale również w przyrodzie. Zambia to z jednej strony zapierające dech w piersiach piękno krajobrazów, bogactwo roślin, ziół i kwiatów, z drugiej zaś – trudne warunki klimatyczne (upały do 40 stopni w dzień i przymrozki w nocy) oraz wiele niebezpiecznych zwierząt.
„OPATRZNOŚĆ BOŻA CZUWAŁA NAD NAMI”
W jednym z wywiadów Ojciec Michał przywołuje kilka mrożących krew w żyłach niebezpiecznych spotkań ze słoniami czy wyprawę łodzią przez rzekę wśród czyhających nań krokodyli i hipopotamów. Jak mówi, każde wyjście z posługą apostolską do buszu niosło z sobą ryzyko. Wśród najbardziej pożądanych cech misjonarza wymienia odwagę, opanowanie, wytrwałość i cierpliwość, umiejętność przystosowania się do warunków klimatycznych, poruszania się po nieznanym terenie czy znajomość zwyczajów i umiejętność tropienia zwierząt. Przydają się także zdolności językowe (Ojciec Michał musiał doskonale opanować język angielski, ale również posługiwał się czterema językami tubylczymi: bemba, lenje, njanja i tonga). Niezwykle ważne są – jak mówi – pokora wobec ludzi, wśród których się mieszka i pracuje, oraz szacunek dla ich zwyczajów.
Na szczęście ze wszystkich niebezpiecznych sytuacji Ojcu Michałowi udało się ujść z życiem, a doświadczył ich całkiem sporo, między innymi którejś nocy przeżył wraz ze współtowarzyszami napad rabunkowy kilku uzbrojonych mężczyzn na placówkę misyjną. Tylko dzięki zimnej krwi, odwadze, sile i sprytowi Ojca Michała udało się zmusić napastników do ucieczki. Sam bohater nie przypisuje sobie żadnych zasług i całe zajście wspomina z właściwym sobie humorem, dystansem do siebie i prostotą: „Trochę nas poturbowali, ale Opatrzność Boża czuwała nad nami”. Jak się później okazało, tego rodzaju ataki miały charakter polityczny i były inspirowane przez rząd, aby zastraszyć katolików stojących w opozycji do pewnych jego poczynań.
Postawa Ojca Michała pokazuje bezkompromisowość i determinację w działaniu dla dobra ludzi najsłabszych i pokrzywdzonych, jego siłę ducha, prawość i ogromne poczucie sprawiedliwości. To się zresztą nie zmieniło i obecnie, kiedy mieszka i posługuje w Starej Wsi, odważnie występuje w obronie lokalnej społeczności, wspierając jej słuszną walkę o prawo do zdrowego życia oraz zachowanie dziedzictwa kulturowego i religijnego swojej Małej Ojczyzny.
„JA SIAŁEM, APOLLOS PODLEWAŁ, LECZ BÓG DAŁ WZROST” (1 KOR 3,6)
Jako kapłan Ojciec Michał pełnił na misjach ważne i odpowiedzialne funkcje, jednak daleki jest od przypisywania sobie zasług. Wyznaje z prostotą, że robił, co mógł w miarę swoich sił, zdolności i możliwości, a owoce należą do Najwyższego Kapłana. A przecież jest się czym pochwalić, bo lista jego zasług jest naprawdę długa. Działalność duszpasterska w Zambii nie przypomina tej w Polsce czy w innych krajach o wysokiej cywilizacji. Na przykład w Chingombe miał pod swoją opieką 50 wiosek i mógł je odwiedzić raz – dwa razy w roku. Problem stanowiły zarówno duże odległości – nawet do 200 kilometrów, jak i często nieprzejezdne drogi, zwłaszcza w porze deszczowej. Przemieszczał się pieszo, rowerem, łodzią lub samochodem terenowym, korzystając z pomocy przewodnika, który doskonale znał teren. Nad każdą z wiosek roztaczał opiekę duszpasterską – odprawiał Mszę świętą, spowiadał, prowadził katechezę dla osób przygotowujących się do chrztu świętego, sakramentu bierzmowania, Pierwszej Komunii Świętej czy sakramentu małżeństwa. W ciągu tych lat spędzonych w dalekiej Afryce, w niesprzyjającym klimacie, wśród najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących był między innymi kapelanem w szkole średniej, opiekował się junioratem sióstr w Mpunde, pełnił obowiązki wikariusza, proboszcza, superiora, czyli przełożonego wspólnoty jezuickiej, w Chingombe, Kabwe i Kasisi. Odprawiał również Msze święte w szpitalu dla trędowatych. Przez siedem lat jako jedyny ksiądz pracował w parafii Itezhitezhi.
Jego działalność nie ograniczała się jednak tylko do posługi duchowej. Między innymi opiekował się farmą prowincjonalną i warsztatem samochodowym. Do największych wyzwań zalicza posługę w Chingombe – trudno dostępnej placówce położonej w samym sercu afrykańskiego buszu, w kotlinie otoczonej pasmem gór. Największy problem stanowił klimat – latem upały przekraczały 40 stopni, z kolei ulewne deszcze niszczyły i tak niedostępne drogi. Dodatkową uciążliwością były muchy tse-tse i komary. Działania Ojca Michała miały na celu poprawę infrastruktury kotliny Chingombe, polepszenie warunków życia ludzi, dostęp do leczenia i edukacji. Zaowocowały one licznymi inwestycjami, między innymi remontem drogi, a nawet budową pasa startowego dla samolotów w pobliżu przychodni lekarskiej prowadzonej przez siostry służebniczki. Ojciec Michał osobiście zajmował się obsługą „lotniska”: korzystając z rządowego radiotelefonu, podawał informacje o warunkach pogodowych do startu lub do lądowania maszyn. Był odpowiedzialny za łączność z lotniczą służbą medyczną Flying Doctor Service oraz Mission Medic Air. W późniejszych latach z inicjatywy Ojca Michała powstawało w Chingombe wiele nowych inwestycji: nowy dom dla księży, dom dla nauczyciela, rozbudowa przychodni ginekologiczno-położniczej o 10 dodatkowych łóżek.
„NIEUSTANNIE DZIĘKUJĘ BOGU ZA DAR POWOŁANIA KAPŁAŃSKIEGO I MISYJNEGO”
W jednym z wywiadów Ojciec Michał wyznaje, że Zambia śni mu się po nocach. Wciąż utrzymuje kontakt z misjonarzami, siostrami zakonnymi i znajomymi z czasów misyjnych. I choć w Afryce podupadł na zdrowiu, tak że w 2013 roku musiał wrócić do Polski, aby rozpocząć leczenie, nieustannie dziękuje Bogu za dar powołania kapłańskiego i misyjnego. Jak już zostało wspomniane, obecnie mieszka w Kolegium Jezuitów w Starej Wsi.
Dobrze się stało, że działalność tego wybitnego kapłana, jezuity, misjonarza została uhonorowana jednym z najwyższych odznaczeń państwowych akurat w 2025 roku, ponieważ niemal zbiegło się to z jubileuszem 60-lecia kapłaństwa Ojca Michała przypadającym 25 czerwca. Z tej okazji w Bazylice Wniebowzięcia NMP w Starej Wsi została odprawiona uroczysta Msza święta, a skromnym wyrazem jakże zasłużonego podziwu, uznania i wdzięczności niech będzie także poniższy wiersz ku czci Jubilata:
OJCU MICHAŁOWI NA 60-LECIE KAPŁAŃSTWA
„Miłujesz ty Mnie więcej niż świat, co nie nasyci?
Opuścisz dla Mnie wszystko, by pójść za Mym wezwaniem?”
„Czyń ze mną to, co zechcesz! Oddaję Ci swe życie.
Ty wiesz, że Cię miłuję! Miłuję Ciebie, Panie!”
„Zgadzasz się na samotność, niewdzięczność, trudy, znoje?
Miłujesz Mnie prawdziwie, by Moim być kapłanem?”
„Wystarczy mi Twej łaski, by pełnić wolę Twoją.
Miłuję Cię nad wszystko, miłuję Ciebie, Panie!”
„Miłujesz Mnie tak bardzo, że pójdziesz w obce kraje,
by głosić Moje Słowo, hen, w afrykańskim żarze?”
„Miłuję Cię, a z Tobą słodkim się jarzmo zdaje,
i brzemię z Tobą lekkie, więc pójdę, dokąd każesz”.
Drogi Ojcze Michale! Przyjmij wdzięczności kwiaty,
bo najpiękniejsze słowa wyrazić jej nie mogą,
za Twe pokorne „TAK” przed sześćdziesięciu laty
i za to, że wciąż wiernie kroczysz Jezusa drogą.
Bo „żniwo wprawdzie wielkie, lecz robotników mało”.
Sam Jezus nas zaprasza do pracy na swej niwie,
a Twoje, Ojcze, serce głuchym nie pozostało:
na większą chwałę Bożą służysz wciąż najgorliwiej.
Niech Starowiejska Matka się Tobą opiekuje,
byś w zdrowiu i pokoju żył nam przez długie lata,
niech Syn Jej, Jezus Chrystus, Swych łask Ci nie żałuje!
Starej Wsi jesteś dumą i wzorem cnót dla świata.
W tekście wykorzystano fragmenty wywiadu Anny Żmudy z o. Michałem Szubą SJ pt. „Zambijskie drogi ojca Michała Szuby SJ” przeprowadzonego i opublikowanego w 2023 roku, https://misje-jezuickie.pl/zambijskie-drogi-ojca-michala-szuby-sj/ [dostęp: 30.09.2025].









